Saturday, November 29, 2008
Wednesday, November 26, 2008
tracklista z 26 listopada
1. The Beatles - “Mother Nature’s Son”
2. Old Time Radio - “In the Morning”
3. Efterklang - “Him Poe Poe”
4. Of Montreal - “Gallery Piece”
5. Fireman - “Two Magpies”
6. Holy Fuck - “Royal Gregory”
7. Mikromusic - “Sennik”
8. IlikeTrains - “Twenty Five Sins”
9. Faithless - “Why Go?”
10. Pram - “Salt& Sand”
11. Fish & Emade - “Wiosna 86″
Wkrótce wrzucę spis nagrań z poprzednich audycji:)
Pozdrawiam i do usłyszenia: Sławomir Kruk
Tuesday, November 25, 2008
Efterklang w Kinoteatrze Rialto 21 listopada
Monday, November 24, 2008
The Beatles- 40 lat minęło
Dokładnie 22 listopada 1968 roku światło dzienne ujrzał ten album, Biały Album który pierwotnie nazywał się The Beatles. Album niecierpliwie wyczekiwany przez fanów i media, jeszcze bardziej biorąc pod uwagę stosunkową porażkę projektu The Magical Mystery Tour. Całego projektu podkreślam- film+muzyka. Wszyscy oczekiwali po histerycznie przyjętym Sierżancie Pieprzu czegoś, co zwali ponownie wszystkich z nóg. Przypomnijmy, że The Beatles powstawała w bardzo dziwnych jak na Beatlesów okolicznościach- indyjskiej wiosce Rishikesh pod okiem “mistrza ” transcendentalnej metydacji- Maharishiego, który potem okazał być się mistrzem ale zaiste w innych dziedzinach.
I tak w błogim upojeniu ciała i duszy Beatlesi komponowali swoje piosenki. Kiedy patrzę na zdjęcia zamieszczone w Antologii The Beatles wyluzowanych chłopców w tych białych strojach , dziewczyny ozdobione kwiatami i to słońce , to okoliczności wskazują na najbardziej przyjemny wręcz sielankowy okres w ich twórczości. Nic podobnego- Ringo i Paul szybko wyemigrowali z powodu jedzenia i rozmaitych insektów, John i George zostali co prawda dłużej, ale nieskończone metydacje odbiły się na ich zdrowiu psychicznym, słychać to zresztą kiedy John śpiewa: “I’m so tired I haven’t slept a wink; I’m so tired, my mind is on the blink” na Białym Albumie. Inny utwór “Sexy Sadie” traktuje rzekomo o Maharishim i jego słabości do Mii Farrow. W końcu kiedy było jasne, że Maharishi to żaden zbawca, w dodatku ma swój helikopter- na Johnie spoczęła “przyjemność” wyrażenia swojego niezadowolenia. John zawsze był od czarnej roboty.
Beatlesi wrócili z Indii i zajęli się nagrywaniem tych piosenek, które często były dopiero pewnym zarysem, zbitką kilku niedokończonych pomysłów. I zaczęły się problemy: Yoko Ono, świeża miłość Johna zagościła w studiu nagraniowym, na który kiedyś żony czy dziewczyny Beatlesów mogły jedynie spojrzeć zza szyby realizatorskiej. Mało tego- kiedy zachorowała, wniesiono jej łóżko! Mało tego- zaczęła śpiewać z Johnem! I efekty słyszymy choćby w “The Continuing Story Of Bungalow Bill” Oczywiście pozostali Beatlesi nie byli zachwyceni. Atmosfera podczas tamtych sesji była na tyle fatalna, że pewnego dnia wrażliwy Ringo opuścił zespół, na szczęście tylko na 2 tygodnie. Dobrze, że w studiu pojawili się goście, bo inaczej kto wie jak by brzmiało “While My Guitar Gently Weeps” gdyby nie Eric. Przynajmniej wtedy The Beatles choć na chwilę znów stawali się grzeczni.
Pierwsza rzecz: George Martin nie miał racji, by z tych 30 kilku propozycji stworzyć jeden dobry album. Dlaczego? Proste- nie byłby wtedy takim klasykiem, ale myślę że chodzi tu o specyficzny klimat który towarzyszył i towarzyszy tej płycie. Wybierając najlepsze piosenki i tworząc przebojowy pojedynczy album- Biały Album straciłby ducha niezależności. Bo The Beatles jest jakby buntem przeciwko muzycznym perfekcjonistom, którzy każdy dźwięk chcą mieć idealnie. White Album pokazuje nam świat nieskrępowanej twórczości, jest manifestem luzu muzycznego i skutecznie demaskuje miałkość wszelakich ówczesnych list przebojów. Bo na tej płycie “przebojów” w tym sensie nie ma, natomiast w aspekcie bardziej duchowym, metafizycznym jest to absolutne number one.
Kwestia następna: The Beatles- i przez to głównie jest to moja ulubiona płyta ever- jest niezwykle różnorodna. Jak trafnie określił to kiedyś Piotr Metz- przegląd muzyki popularnej w jednym albumie. I nie chodzi nawet o to, że Beatlesi specjalnie przekombinowali czy poszli w eksperyment. Myślę, że to z nich naturalnie wyszło, jak motyl wychodzi z poczwarki. Co, że gra się rocka i pop znaczy że nie można grać country, bluesa, kołysanek, awangardy, klasyki, western czy stylistyki zbliżonej do reagge? Tu Beatlesi dali pstryczek w nos wszystkim którzy tak myśleli. Tak w ogóle to The Beatles nie grali chyba tylko jazzu w swojej historii. Choć poprawcie mnie, jeśli się mylę.
Jeszcze coś, co mnie szczerze rozwala- oprócz pięknych piosenek także teksty- chyba jedne z ich lepszych wymysłów słownych. Prześmiewcze “Glass Onion” czy “Piggies”; prawdziwe filmowe opowieści jak “The Continuing Story Of Bungalow Bill” czy “Rocky Racoon”; piosenki z ukrytym przekazem- “Blackbird”, “Happines Is a Warm Gun”; czy najpiękniejsze miłosne wyznania: “Martha My Dear”, “I Will”; nawet piosenka dla łasuchów “Savoy Truffle”. I Chyba mój ulubiony: “Julia”- proste miłosne wyznanie, nie do końca o Matce Johna. Plątanina tych niezwykłych słów to niedocenione arcydzieło poezji śpiewanej. Coś wyjątkowo wzruszającego i pięknego.
Nie muszę myślę polecać Wam tego albumu. Wierzę że go macie, znacie- obojętnie. Jeśli jednak podczas jego odsłuchiwania zostawicie naczynia, ścierkę do kurzu, odłożycie rozmowę i po prostu usiądziecie w fotelu i poczujecie niezwykłego ducha tej płyty i tych czasów, będę zachwycony. Tego wszystkim życzę:)
PUSTKI W COGITATURZE
Pustki potwierdzili wysoką formę podczas pierwszego w Katowicach koncertu na trasie promocyjnej Końca Kryzysu. Występ w Cogitaturze można określić mianem krwawej gitarowej jazdy bez trzymanki. Dlaczego krwawej? Otóż Radek Łukasiewicz grał za trzech i skończyło się to dla jego kciuka kontuzją. Już na gitarze dało się zauważyć czerwone plamy. Ludzie przecierali oczy ze zdumienia. Myślę że był to dobry koncert pod względem czadu, energii. Czasem jednak, jakkolwiek mam wielką słabość do Pustek, choć może to wina dźwiękowców- zabrakło mi melodyjności która była skutecznie zagłuszona, a jest silną stroną Pustek. Generalnie nie ma co narzekać, tym bardziej, że atmosfera była doskonała, co zresztą było słychać w głośnych i nieprzerwanych oklaskach, pozdrowieniach dla zespołu z tłumu i wspólnym śpiewaniu: …KIEDY MĘCZĘ SIĘ KIEDY MĘCZĘ SIĘ KIEDY TO MINIE TO MINIE TO MINIE… Usłyszeliśmy większość piosenek z Końca Kryzysu, trochę z Do Mi No i parę innych kompozycji z Wesoły Jestem na czele. Na koniec wszystkim którzy wyszli mówię: żałujcie- zespół pojawił się przed sceną, rozdawał autografy, pozował do zdjęć… Bardzo sympatyczni ludzie:) Wysłuchał, dostał autograf i zrobił zdjęcia: Marcin Bareła, Niebieska Godzina
<!–[if gte vml 1]–> PS: Mam dla Was więcej zdjęć z Cogitatura:
OLD TIME RADIO NOWA PŁYTA!!
Old Time Radio“Just Because We Were Wrong”

Słuchając popularnych stacji radiowych, i tego co nam tam zapodają, najwięksi optymiści mogą popaść w marazm I mieć wątpliwości do tego, czy dobry, ambitny pop jest jeszcze u nas możliwy. Konia z rzędem temu, kto byłby w stanie wybrać więcej niż kilka propozycji rocznie zasługujących na to miano. Płyta trójmiejskiego Old Time Radio “Just Because We Were Wrong” ratuje honor polskiego popu i pokazuje wszystkim pseudogwiazdom, że uniwersalność i niezależność połączyć można.
Najnowsza płyta OTR nie odwraca się bowiem od współczesnych trendów, pozostając jednocześnie czymś, czego nie można absolutnie wpisać w żaden schemat. Czy zatem przyjdzie nam się doczekać zepchnięcia z piedestału skrzeczących i krzyczących “megagwiazd”? W to wątpię, ale cieszy mnie ogromnie, kiedy pojawia się na rynku coś co niby jest rynkowe ale jakoś do tego rynku do końca nie pasuje.
Pierwsza kwestia, która od pierwszego przesłuchania nie pozwalała mi oderwać się od głośnika- to piękne melodie. Piosenki “Just Because We Were Wrong”, czy “About The Past” to prawdziwe perły delikatnego, subtelnego grania. Szczerze nie pamiętam, kiedy ostatnio coś tak mnie zachwyciło w polskiej muzyce. Myślę że jak posłuchacie to zrozumiecie, więc wszelaki komentarz wydaje mi się zbędny.
Kolejna sprawa - “Just Because We Were Wrong” to przykład perfekcyjnego wyczucia instrumentalnej harmonii, szczególnie “In The Morning”. Wszystko w tym utworze jest podane w idealnej proporcji: trąbki, oszczędna perkusja, chórki. Przywołany tu - zdawałoby się egalitarny minimalizm ma sens, bo nie pozostawia niedosytu, przeciwnie - słuchacz jest zachwycony.
Chyba najważniejsze - pasja, cała płyta jest przesiąknięta duchem optymizmu, radości, przyjemności z grania. Kto wie, czy to nie największy sukces Old Time Radio. Przecież radość jest zaraźliwa. Zaiste - słuchając “Just Because We Were Wrong” trudno się nie uśmiechnąć, nawet a może tymbardziej podczas listopadowych mrozów. Życzę wam, byście poczuli się po tej płycie tak samo jak ja.
Wysłuchał: Marcin Bareła, Niebieska Godzina
www.egida.us.edu.pl
Niebieska Godzina w każdą środę od 21.00
Wednesday, November 12, 2008
KONIEC KRYZYSU
Już odsłuchując poprzednią, świetnie przyjętą płytę Pustek “Do Mi No” wiedziałem, że następny album będzie inny. Po świetnym nagraniu Koniec Kryzysu ze składanki “Tribute to Joy Division” wyczuwało się swoistą ewolucję brzmieniową, a właściwie jej początek. Teraz wiem jedno: warto było czekać!
Basia Wrońska, która zajęła się na dobre wokalem wyraźnie wręcz odmłodziła Pustki, jej delikatny, ale głęboki głos sprawdza się zarówno w trudnych, gitarowych utworach jak i balladach. Radek Łukasiewicz, kiedyś obok Janka Piętki ważny głos Pustek, wspomagany od czasu do czasu przez Basię w chórkach, w przypadku Końca Kryzysu sam się w tych chórkach sporadycznie pojawia. Jak sama Basia wspominała: “Było to wyzwanie i pewnie nie spodobało się wielu osobom”. Basiu: nam się podoba!
Wspomniany Radek Łukasiewicz skupił się na swoich, często genialnych partiach gitarowych, co jest kolejnym plusem owego przetasowania ról w zespole. Żeby to jeszcze było zwykłe granie - Radek po prostu na tej płycie błyszczy, wykorzystując zarówno tradycyjny sposób korzystania z tego instrumentu, jak również wszelkie fuzzy, przestery i efekty elektroniczne. Mamy takie efekty choćby w “Jesień Przyszło Mi Zwariować” czy “Czerwonej Fali”. Swoją drogą - nie wiem czy ktoś ostatnio tak doskonale zbliżył się do - moim zdaniem - klasycznego brytyjskiego, bądź, jak sam zespół określa - “kraut” rockowego brzmienia, czyli tzw. rocka kapuścianego.
Jedno wiem na pewno: tak jak Pustki nie gra w Polsce obecnie nikt, nie ma bata, ba - wątpie czy kiedykolwiek ktoś zaprezentował taki poziom sceny alternatywnej, gdzie często spotykamy mdłe i zasłyszane tematycznie gitarowe kakofony lub słodkie ballady śpiewane po angielsku. Tego na Koniec Kryzysu nie ma. Jest po polsku, jest bardzo różnorodnie - są smyczki, pojawia się kontrabas, wiolonczela, skrzypce, jest nawet automat perkusyjny. Mamy piosenki i smutne: Nuda, Atrament i wesołe: Niezdrowy Rozsądek, zarówno progresywne: Jesień Przyszło mi Zwariować jak i ballady: Nie Zgubię Się w Tłumie. Właściwie wszystko co zawiera słownik najważniejszych form muzycznych. Gdy dorzucimy inteligentne, traktujące głównie o relacjach międzyludzkich teksty, mamy bardzo ciekawą, nietuzinkową całość, pokazującą Pustki jako zgrany zespół, który zaspokoi potrzeby najbardziej wymagającego słuchacza. Tego wam życzę drodzy Egidosłuchacze!
Uwagi: dwain@poczta.fm
ocena:5
www.egida.us.edu.pl
Niebieska Godzina w każdą środę od 21.00
Marcin Bareła i Sławomir Kruk zapraszają!!









