Monday, January 19, 2009

Myslovitz 15.01.2009r. WPKiW “Kapelusz”

Dzieląc się wrażeniami z koncertu Myslovitz - pierwszego na Śląsku po rocznej przerwie koncertowej - trudno nie wracać myślami do 13.XII.2007r. kiedy to zespół żegnał się z fanami. Podjęta przez Artura Rojka i jego kolegów z zespołu decyzja o zawieszeniu działalności przyniosła same pozytywne skutki, co było niewątpliwie widoczne podczas tego występu. Wypoczęci, pełni energii w niczym nie przypominali siebie sprzed roku czasu dając doskonałe show w licznie wypełnionej publicznością hali “Kapelusz”. Chciałoby się częściej oglądać ich w tak rewelacyjnej formie, jak właśnie w czwartek.

Repertuar obfitował w wiele niespodzianek, oprócz klasyków w stylu: Długość dźwięku samotności, Chłopcy, Mieć czy Być czy Peggy Brown można było usłyszeć wiele rzadko granych na koncertach kompozycji. Za najlepszy przykład niech posłuży otwierająca koncert kompozycja Moving Revolution - pochodząca jeszcze z czasów debiutanckiego albumu zespołu oraz niegrany na żywo, jak zauważył na scenie Artur Rojek przez ok. 11 lat Uciekinier pochodzący z albumu “Z rozmyślań przy śniadaniu“. Każda płyta zespołu reprezentowana była przez parę kompozycji. Wyjątek stanowił album z improwizacjami “Skalary, mieczyki, neonki“, z którego niestety nie usłyszeliśmy żadnej kompozycji, a szkoda, bo to moja ulubiona płyta Myslovitz. Sowicie brak tych nagrań zrekompensowały mi natomiast rewelacyjne wersje Myszy i Ludzi, Wieży Melancholii, które chciałoby się słyszeć w takich wersjach na każdym koncercie grupy.

Każdy koncert grupy to próba łączenia ze sobą spokojnych lirycznych klimatów w stylu wspomnianej wcześniej Wieży Melancholii z pankową wręcz zadziornością nagrań w konwencji Peggy Brown. Myslovitz świetnie się sprawdza na obu polach, zadowalając wszystkich fanów muzyki rockowej w Polsce, bo czy jest współcześnie w kraju druga taka grupa mająca w swoim repertuarze, aż tyle wylansowanych przebojów??

Osobiście widziałem Myslovitz po raz czwarty na żywo i ten koncert sprzed paru dni będę wspominać jako najlepszy z dotychczasowych. Nigdy dotychczas nie widziałem ich w takiej formie scenicznej, pełnych pasji, szaleństwa i energii, którą potrafili zarazić licznie zgromadzoną publiczność. Poprawił się również kontakt muzyków z publicznością. Nad wyraz rozmowni pozwalali sobie na drobne żarty jak wtedy, gdy ogłosili ze sceny, że są “dopiero w połowie setu i od dziś grają po trzy godziny, tak jak Kazik”. Wcześniej słynęli z tego, że mają raczej kiepski kontakt z publiką i nadrabiają samą muzyką.. jak widać ta przerwa wyszła im tylko na dobre.

Podsumowując chciałbym podkreślić, że organizacyjnie wszystko również było dopięte na ostatni guzik. Miła obsługa zarówno w szatni, jak i ochroniarze należycie dbający o porządek podczas imprezy. Chciałoby się częściej bywać na tak dobrze zorganizowanych imprezach.

Myslovitz wyruszają teraz w kilkumiesięczną trasę po największych miastach w Polsce. Przypuszczam, że każdy kolejny koncert może być tylko potwierdzeniem formy sprzed paru dni, więc zdecydowanie warto się wybrać na kolejne występy z tej trasy. Na Śląsku najbliższą ku temu okazje będziemy mieli już 7 marca, kiedy zespół zawita do Art Cafe Muza w Sosnowcu.

podzielił się wrażeniami: Sławomir Kruk

Posted by Marcin in 23:30:00
Comments

Leave a Reply