Monday, March 23, 2009

Fisz Emade w Art Cafe Muza Sosnowiec 21.03


„Zapraszamy wszystkich na dwie godziny z heavy metalem” – w ten sposób Fisz zapowiedział koncert w Art Cafe Muza w Sosnowcu, który był jednym z cyklu koncertów promujących najnowszą płytę Fisza Emade – „Heavy Metal”, która z metalem w sensie treści raczej niewiele ma wspólnego. Ja bym dodał: dwie godziny z muzyczną jakością.

Panowie Waglewscy są w formie. Ubrani w eleganckie garnitury, z krawatami – jak przystało na dość snobistyczny klub – prezentowali się na scenie bardzo elegancko. Trochę zabawne wrażenie robiły w tym kontekście buty sportowe Fisza i nieodłączna czapka z daszkiem, choć ten facet nawet jakby pidżamę włożył – wyglądał by dobrze i nikomu by to nie przeszkadzało.

Art Cafe Muza w Sosnowcu jest specyficznym miejscem – z ogromną, bardzo przestrzenną halą koncertową, w której scena leży na podwyższeniu, perkusja ma dodatkowe podwyższenie, a sufit sięga kilkudziesięciu metrów. Dodatkowo, jest dość chłodno, co sprawia wrażenie, jakbyśmy mieli do czynienia bardziej z jakąś bazyliką, niż z klubem muzycznym. Ale kogo to obchodzi, kiedy na scenie grają Fisz i Emade!

Fisz powiedział prawdę – usłyszeliśmy cały „Heavy Metal”, nie uprzedził jednak nikogo, że zagrają również kawałki z „Piątek 13”. Wiedziałem jedno: będziemy mieli do czynienia z jakością w czystej postaci. To jest jeden z tych koncertów, w których muzyka na żywo o mile przebija płytę. Utwory zostały zagrane w sposób perfekcyjny. Żadnych przypadkowych dźwięków, żadnych przesterów, wszystko wypośrodkowane i podane w odpowiedniej proporcji. Wokal Fisza unosił się w powietrzu jak zapach świeżej pomarańczy, grający na klawiszach, młody jeszcze Mariusz Obijalski robił przy nich co mógł, dając kilka prawdziwie popisowych „solówek”; basista Piotr Gajewski cały czas spokojnie kręcił się z gitarą to w prawo to w lewo, gitarzysta Michał Sobolewski od czasu do czasu odlatywał odurzony elektryczną gitarą, natomiast niewidoczny przez większość koncertu (ogromne ilości dymu na scenie) Emade błyszczał, jak zawsze zresztą na perkusji.

Koncert trwał – zgodnie z zapowiedzią dokładnie dwie godziny, wliczając dość długi bis, wywołany przeraźliwym krzykiem przez publiczność. Jednym z najbardziej udanych momentów był wspólnie odśpiewany motyw refrenowy „Jesteście Gotowi?” z płyty „Piątek 13”. Kiedy Fisz zapytał „Powiedzcie ludzie jesteście gotowi?”, wszyscy byli zgodni: „Tak  -  tak,  jesteśmy gotowi…!” – odpowiedzieli ludzie.

Przyznam, nie jestem fanem czystego hip hopu. Projekt Fisz Emade łamie muzyczne stereotypy, gatunkowe szufladki. Jestem szczęśliwy z faktu, że są u nas artyści, którzy ze stylów zarezerwowanych długo jedynie dla miejskich blokowisk – stworzyli coś zmierzającego w treści i przekazie nieco dalej,  poza tematy społecznej frustracji i odrzucenia, muzycznie wkraczając w rejony nie mające z hip hopem nic wspólnego. Tak oprawiony hip hop słuchać mogę, słuchać chcę i słuchać będę.

relacja i zdjęcia: Marcin Bareła

Posted by Marcin in 10:14:54
Comments

Leave a Reply